1 stycznia 2017 @21:06
Nie jestem najlepiej ubraną dziewczyną na roku. Właściwie to w ogóle nie ubieram się dobrze, a moja szafa cierpi na brak ubrań z najnowszych kolekcji. Gdybyście spotkali mnie na ulicy, nie zobaczylibyście we mnie Nieszafiarki. Nie widać po mnie, że interesuję się modą, ani że jestem interesująca. W 2017 roku, siedząc w moim ulubionym, za dużym, ażurowym swetrze, kupionym na wyprzedaży, zamierzam pokazać wam, że to nieprawda. Ponieważ myślę, że kiedy przeciętna dziewczyna bierze się za nieprzeciętne ciuchy, bloga i spełnianie trudnych do zrealizowania marzeń, może wyjść z tego coś fajnego. 



Zwłaszcza, że niektóre z nich już spełniła. W końcu jest Nieszafiarką. I gdyby miała wybierać, czy poczytać Vogue'a, czy wypić kawę z Costy, to na pewno czytałaby Vogue'a. W Coście.


1 komentarz:

Bogusław pisze...

Najpiękniejszym prezentem od losu jaki można otrzymać to marzenia. Dostrzegam w Tobie Nieszafiarko, iż zaczynasz zauważać inne aspekty życia. Ciuchy były ważna częścią Twojego życia (zapewne nadal są), ale jesteś szlachetniejsza niż to co nosisz, ponieważ zdajesz sobie sprawę, że to tylko przedmioty, a nie atrybuty Twojej osobowości. Cieszę się, że w pogoni za modą nie zdecydowałaś się na desperacki krok, aby okraść jakąś sieciówkę. Czasami lepiej usiąść z lampką białego wina Carlo Rossie i przemyśleć swoją przeszłość i przyszłość, która jest wzbogacona o smak błędów młodości. Pozdrawiam